logo_krakers_200px.gif
 
 
 
latajce_babcie-2.png
 
maleczary.png
  logo-zyrafy.gif

Partnerzy

  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement
  • Advertisement

Zapraszamy do Galerii

Newsletter






sie 05 2008
Gieraga Olga Drukuj Email
Redaktor: Magdalena Dunaj   
05.08.2008.

Miałam sen....

Śniło mi się, że byłam na naukach u starej wiedźmy. Któregoś razu, kiedy stwierdziła, że dojrzałam, zaprosiła mnie do siebie na rozmowę i powiedziała... - z Olgą Gieraga, astrolożką rozmawia Magdalena Dunaj

Magdalena Dunaj: Kim jest astrolog i dlaczego astrolog nie jest wróżką?

Olga Gieraga: A dla Ciebie kim jest astrolog?

M.D. Nie udzielam tego wywiadu... Mogę tylko przedstawić taką potoczną opinię, że astrolog to jest właśnie ktoś taki jak wróżka. Ktoś, kto z jakichś tam powodów potrafi, znając twoją datę urodzenia, powiedzieć kim jesteś, co zrobisz, jaka będzie twoja przyszłość. Ktoś kto wie o tobie więcej niż ty sam. Tyle opinia publiczna. Ale wiem, że Ty oddzielasz wróżkę od astrologa...

O.G.: No właśnie to mi się zmieniło ostatnio. W ogóle to trzeba zacząć od początku, tzn. od tego jak ja się zajęłam astrologią.

Gdzie ja mam Ascendent?

Nigdy nie wiedziałam kto to jest astrolog i o co w astrologii chodzi, ale zawsze, od małego dziecka, od nie pamiętam kiedy, chciałam wiedzieć gdzie mam Ascendent.

Wiedziałam, że jestem Rybą, i że jest jeszcze jakiś drugi znak zodiaku. I tak sobie żyłam z tym pragnieniem, aż któregoś pięknego razu – oczywiście dokładnie pamiętam datę i godzinę kiedy to było – byłam na wystawie fotografii w pewnym Domu Kultury. Okazało się, że mają tam właśnie swoje spotkanie Astrologowie. Miałam wtedy 16 lat. Podeszłam do nich i z radością dziecka zapytałam: Gdzie ja mam Ascendent? :) Skierowali na mnie swój poważny wzrok, otworzyli jakieś księgi, kalkulatory wzięli w ręce a między sobą z uśmiechem mówią: w Byczku ma, nie? Popatrzyli na siebie znacząco. A ja na to: - Jak to w Byczku? Przecież ja nienawidzę Byków! To niemożliwe!

Oczywiście, nie wiedziałam co to jest Ascendent. Ascendent w Byku zupełnie mi jednak wtedy nie pasował. Wydawało mi się (właśnie w tej potocznej opinii), że Byki to są materialiści, a ja wtedy, zbuntowana szesnastolatka wcale nie chciałam pieniędzy. Chciałam rozwijać się duchowo i zastanawiałam się dlaczego nie urodziłam się w rodzinie braminów.
W związku z tym Ascendent w Byku mnie lekko zaskoczył. A oni powiedzieli: Tak, tak w Byczku i to w dodatku 20 stopni Byczka. To nie było dla mnie zrozumiałe, ale kazali mi to zapamiętać. Powiedzieli także, żebym zapamiętała tę datę i godzinę, bo to moje pierwsze spotkanie z prawdziwą astrologią.
Oczywiście nie przyszło mi wtedy do głowy, żeby zapytać, co to jest Ascendent :) Wiedziałam więc jedynie gdzie go mam.

Czym jest ten Ascendent?

Temat mnie intrygował, było mi mało. Wiedziałam, że spotkania astrologiczne są w każdy piątek, więc poszłam tam w najbliższy piątek zapytać, co to jest Ascendent. :) Trochę się ze mnie uśmiali, ale wytłumaczyli mi.
Potem się zresztą okazało, że jednym z tych astrologów był pan Leszek Weres, zodiakalny Byk zresztą. A ja paplałam, że nienawidzę Byków, bo są materialistami... ot szczerość szesnastolatki.

No, ale dowiedziałam się co to jest Ascendent i zaczęłam się wtedy uczyć astrologii. Sama.

Szukałam informacji. Wtedy nie było Internetu – to był 90’ty rok a ja byłam jeszcze w liceum. Zaczęły się wagary w bibliotece. To były długie godziny tam przesiedziane. Przeczytałam bardzo dużo. Rano czekałam, aż mama pójdzie do pracy a ja po prostu nie tracąc czasu szłam na ósmą do biblioteki. Przeczytałam wszystko co dotyczyło astrologii, ale także i mnóstwo filozofii, psychologii i religioznawstwa.

No i przyszedł taki moment po paru miesiącach, że zapragnęłam wreszcie narysować swój horoskop i zobaczyć, co tam w nim widać. Pojawiłam się na kolejnym piątkowym spotkaniu z astrologami i jeden z nich pokazał mi jak liczyć horoskop. To było trudne, bo matematyki nie znosiłam, a tu trzeba było liczyć. Potem robiłam to już błyskawicznie.

 

og1.jpg


 

I tak to się zaczęło. Okazało się, że astrologii można się nauczyć także w Policealnej Szkole Psychotronicznej, która zresztą była dwie ulice od mojego domu. Nigdy nie przyszło mi jednak do głowy, żeby pójść do szkoły i uczyć się astrologii. Słyszałam różne kiepskie opinie o tej szkole np.: że ktoś tam jest na trzecim roku i nie potrafi po kolei wymienić znaków zodiaku, co dla mnie było szokujące, bo ja to wiedziałam od dziecka.

Po prostu rozpoczęłam samodzielną naukę. Nie było wtedy Internetu, nie było żadnych publikacji. Dziś w księgarniach jest wszystko. Ale miałam bardzo dużo szczęścia i kiedy uczyłam się o znakach zodiaku to udało mi się kupić w Psychotroniku kserokopię książki o znakach zodiaku. Jak się zaczęłam uczyć o domach horoskopowych to nagle się okazało, że jest publikacja o domach horoskopowych, a potem pojawiła się książka o aspektach, tranzytach planet, a jak się zastanawiałam jak widać relacje między ludźmi w horoskopie, to znalazłam książkę Astrologia porównawcza.
Tak wyglądała moja nauka i tak było przez kolejne lata. Jednocześnie poszłam sobie na swoje studia, szukałam swojej drogi, zastanawiałam się kim chcę zostać w życiu.

Cały czas też uczyłam się astrologii, liczyłam mnóstwo horoskopów: znajomych ze szkoły, intrygujących mnie ludzi w autobusie pytałam o dane, żebraka na ulicy, dziadków, pradziadków - wszystkich. Jak kogoś nowego spotykałam to natychmiast robiłam horoskop.
Oczywiście nie było wtedy komputera, więc liczyłam wszystko na kalkulatorku i rysowałam sobie cyrklem, linijką i kolorowymi kredkami wszystko to, co w horoskopie jest. Tak wyglądała moja nauka astrologii – sprawdzałam wszystko w praktyce.

 

og2.jpg

 



Nigdy w życiu nie łączyłam tego z żadną inną dziedziną w rodzaju wróżenia. Była to dla mnie astrologia. I tak naprawdę żyłam sobie w tej błogiej świadomości bycia po prostu astrologiem przez siedemnaście lat. Wiedziałam oczywiście o tym, że jest tarot itd., bo oczywiście kiedyś spróbowałam i tarota, i kart, i wielu innych rzeczy, i numerologii. Wiedziałam też, że w szkole psychotronicznej ludzie uczą się tego wszystkiego i uczą się wróżyć z kart, nawet z fusów i te wszystkie zajęcia są normalnie w szkole.

No i miałam sen

Jak już się tak tym wszystkim interesowałam, to miałam sen. Śniło mi się, że całe swoje życie byłam na naukach u starej wiedźmy, w starym domku jak z bajki.
Stara wiedźma parzyła różne zioła w kotle, wrzucała tam jakieś pazurki zwierząt, włosy i inne takie, zajmowała się zielarstwem, wróżeniem z kuli… Wszystkim się zajmowała.
Całe życie się u niej uczyłam. Któregoś razu, kiedy ona stwierdziła, że właśnie dojrzałam, zaprosiła mnie do siebie na rozmowę i powiedziała:

- Wiesz co, Ty to się w ogóle nie zajmuj niczym innym, tylko astrologią. Jeszcze jednego tylko Cię nauczę. Nauczę Cię jeszcze wróżenia z kuli, kryształowej kuli…

Po tych słowach podała mi metodę na wróżenie z kryształowej kuli. Dokładnie pamiętam tę metodę, wiem jak to się robi, ale jeszcze nie znalazłam swojej kryształowej kuli, żeby to sprawdzić :). Ale jak ją znajdę to na pewno spróbuję.

Astrologia moje życie

W zasadzie od tego momentu przestałam się zajmować wszystkim innym, to znaczy chodzeniem po rozżarzonych węglach, wychodzeniem z ciała i tarotem… Zostałam przy astrologii i to się stało moim życiem.
Wiedziałam czym jest horoskop, jak to działa... a tak naprawdę... jak to powinno działać.
Szukałam sensu, jakiegoś celu, jakieś głębi i wyjaśnienia, zadawałam sobie pytania: Po co tu jesteśmy? Dlaczego we wszechświecie? i czy jest Bóg? Czy nasze życie jest z góry zapisane? Wszyscy się nad tym zastanawiają w którymś momencie. Wtedy też byłam w takim momencie.

 

og3.jpg

 



To był dla mnie bardzo dobry sen, bo odrzuciłam wszystko inne. Zaufałam mu, zaufałam sobie. Miałam poczucie, że robię coś, co jest dla mnie ważne.
Ja ze swojego horoskopu nie umiałam wyczytać wtedy jeszcze, że mam być astrologiem i czym mam się w życiu zająć, bo to przychodzi tak naprawdę po latach praktyki.
Tego się nie widzi od razu, tego się po prostu od razu nie zobaczy.

Astrolog czy wróżka?

Niemniej jednak zawsze nazywałam się astrologiem, a nie wróżką.
Tak naprawdę spadłam na ziemię z tą swoją astrologią w Andrzejki 2007 roku. Zadzwoniła do mnie (moja firma astrologiczna istniała już od roku) agencja reklamowa, która chciała wynająć 5 wróżek na imprezę firmową, którą organizują. Zaświtało mi, że coś tu nie pasuje. Oczywiście wytłumaczyłam im, że ja to nie wróżka, że jestem astrologiem itd., itd. …. Niemniej jednak zaczęło do mnie docierać, że … że … wróżka… jak to?
Potem zadzwonił facet z Metra i chciał w związku z Andrzejkami przeprowadzić ze mną wywiad, bo szukał tematu i miał napisać o Andrzejkach. Znalazł moją stronę i zafascynowało go, że można wróżyć biznesmenom. Przełknęłam to i przygotowałam się dzielnie do wywiadu.
Pamiętam jak tłumaczyłam mu z wypiekami na twarzy, nawet brakowało mi tchu, żeby mu wszystko dobrze wyjaśnić. On oczywiście zapewniał mnie, że wie już o co chodzi i co to jest astrologia… Efekt był taki, że zatytułował swój artykuł: DO WRÓŻKI PO BIZNESPLAN. Pomijam już fakt, że z tej półtoragodzinnej rozmowy wyszedł mały kawałek tekstu, bo na stronie musiała się jeszcze zmieścić reklama jakieś tam firmy samochodowej. Ale temat został. Zostało „DO WRÓŻKI po biznesplan”.

 

og4.jpg

 



Potem zadzwonili z TVN i chcieli gościć mnie w swoim programie „Dzień dobry TVN”. Kiedy pani powiedziała, że właśnie zaprasza wróżki na spotkanie, odpowiedziałam; „Ale ja nie jestem wróżką tylko astrologiem”. Na co ona stwierdziła: „A to jeszcze lepiej”.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Słuchaj w Radio ŻAK

cms.jpg

Kalendarium

<<  Lut 2010  >>
 Po  Wt  Śr  Cz  Pi  So  Ni 
  1  2  3  4  5  6  7
  8  910
192021
22232425262728
11.02.2010 | 11.00
Seminarium naukowe (...
11.02.2010 - 16.02.2010 | 16.00
Warsztaty językowo-k...
11.02.2010 - 16.02.2010 | 16.00
Konsultacje makijażu...
11.02.2010 | 16.00
Warsztaty Decoupage'...
11.02.2010 | 18.00
Wernisaż wystawy "Ve...
12.02.2010 | 17.00
Bal Maskowy
12.02.2010 - 18.02.2010 | 17.00
Przegląd filmów "Mad...
12.02.2010 | 17.30
Wernisaż wystawy "Pi...